IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Skromny Shōtengai.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mechanik/Woźny/Złota Rączka
avatar
Skąd : Wielka Brytania

#1PisanieTemat: Skromny Shōtengai.   Wto Lip 11, 2017 11:38 pm

Shotengai to inaczej japońska uliczka, która jest bogata w przeróżne sklepy, sklepiki, restauracje, puby, kawiarnie i tym podobne budyneczki "usługo-dawcze". Ta, mieszcząca się bardziej na obrzeżach aniżeli w centrum, była rozmiarami mała i krótka, dość rzadko uczęszczana. Jednak nie ze względu na ceny czy ewentualnie nikły wybór w towarze, a liczne znajdujące się tam uliczki, które podczas nocy zdawały się tętnić aż nadto życiem. Co prawda ranne godziny należały do ruchliwych, lecz wraz z wybiciem południa znaleźć tam można było tylko istoty o wątpliwym urodzeniu, prawdziwe perełki spod ciemnej gwiazdy. Rasizm, kradzieże i pobicia były tu na porządku dziennym, a siłom porządkowym nie chciało się zbyt kiwać palcem przez zbyt wysokie zdegenerowanie dzielnicy. Osoby, które miałyby zamiar tutaj przyjść, musiałyby albo kompletnie nie znać się na mieście, lub wręcz przeciwnie, zdawać sobie sprawę z tutejszych wysokich obniżek.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Członek Komisji Dyscyplinarnej
avatar

#2PisanieTemat: Re: Skromny Shōtengai.   Wto Lip 11, 2017 11:51 pm

Ding, dong, ding, dong – właśnie tak dzwonek ogłaszał koniec zajęć dla trzecioklasistów, którzy zaczęli się rozchodzić do swoich akademików. Był piątek, godzina 15, a cóż innego mogli robić o tej porze młodzi ludzie? Na pewno nie uczyć się… no może niewielka ich część przygotowywała się do egzaminów, by mieć czas wolny później, jednak inni szli się przebrać by ruszyć w miasto na tak zwany „melanż”. Niewiele o tym wiedział Hazama, gdyż na imprezach raczej nie bywał. Częściej przychodził na jakieś sesje gier RPG, gdzie nerdy wcielały się w potężnych paladynów oraz czarnoksiężników podczas gdy w rzeczywistości potrafili unieść jedną trzecią swojej wagi. Czy zielonowłosy miał na dzisiaj jakieś plany? Oczywiście, że tak! Nie były one jednak związane z kupnem ogromnej ilości alkoholu w celu upicia się, ani również pójścia z przyjaciółmi na karaoke. Levi był zajęty, a zielonowłosy nie chciał mu przeszkadzać.
W akademiku przebrał się i zamówił taksówkę do Shotengai, gdzie stał jego ulubiony sklep z grami wideo. Dzisiaj premierę miał nowy dodatek do pokemonów, który zamówił u sklepikarza jeszcze przed samą premierą i pudełeczko z grą Pokemon Sun powinno czekać odłożone dla niego pod ladą. Zielonowłosy poczekał około dziesięciu minut przed szkołą aż podjechała taksówka. Typowy Uber, który jest ściągany poprzez aplikację i od razu opłacany. Taksówkarze bardzo nie lubili twórców tej apki, gdyż nie pozwalała ona na oszukiwanie i sztuczne nabijanie liczników poprzez krążenie w kółko czy stanie w korkach. Tracili na tym, gdyż klienci woleli firmę, która jest tańsza i w niektórych krajach było to już zakazane.
Ubrany w błękitno-białą bluzę dresową, spodnie jeansowe z dziurami na kolanach, błękitne adidasy oraz swoją czapeczkę, zielonowłosy wysiadł z taksówki. Przez całą drogę nie zamienił z kierowcą ani słowa, chyba że ten się pytał go o dokładnie miejsce. Poprawił plecak z logiem pokemon na ramieniu i przykucnął, by zawiązać rozsznurowane sznurowadło. Na telefonie sprawdził potem godzinę i wyglądało na to, że akurat trafił na moment kiedy w sklepie nie powinno być wielu ludzi. To dobrze, gdyż nie lubił stać w kolejce. Sprawiało mu to dyskomfort, gdyż popychano go oraz czuł się zbyt ściskany przez ludzi, którzy zabierali mu przestrzeń osobistą. Czuł się po prostu nieswojo w takich warunkach nawet nie mając antropofobii.
Nie przeczuwał jednak, że po drodze może mieć kłopoty i pewnym krokiem oraz z uśmiechem na mordce, który jasno sugerował jak łatwym celem jest ta osoba, skierował się w stronę sklepu z grami.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mechanik/Woźny/Złota Rączka
avatar
Skąd : Wielka Brytania

#3PisanieTemat: Re: Skromny Shōtengai.   Sro Lip 12, 2017 12:21 am

Dzielnica shotengai wraz z wybiciem godziny piętnastej, zaczynała stopniowo pustoszeć z ludzi o zdrowych zmysłach. Kroki i rozmowy ucichły, niektóre sklepy postanowiły ogłosić "zamknięcie", a nastrojowa, spokojna, japońska tradycyjna muzyka, którą rozbrzmiewała przez uliczki, powoli zanikała. Niegdyś pełna życia, teraz niemrawa ulica handlowa była przemierzana przez odważnych, rzadko spotykanych śmiałków. I choć zwykle dało się ją przejść bez przeszkód czy zakupić jedzenie na szybko, tak tegoż dnia coś ewidentnie wisiało w powietrzu, było nie tak jak trzeba. Dziwna aura otaczała tutejszy krajobraz, wgniatając w ziemie poczucie bezpieczeństwa. Specyficzny, groźny i niebezpieczny, mówiący jasno by zawrócić i potęgujący się z każdym dalszym składanym krokiem w odmęty betonowej drogi udekorowanej w sklepiki. Istne fatum, zwiastujące nadejście czegoś złego lub coś, co się właśnie działo, na pewno nie należące do najprzyjemniejszych rzeczy w życiu.
Jednak aby dać się ponieść smętnej atmosferze, wymagałoby to nieco bardziej dogłębnego rozejrzenia się wokół i zauważenia czyiś spojrzeń, które wisiały na przechodniach ze strony uliczek.
Niestety nim jakikolwiek cywil mógł zareagować i przyspieszyć kroku po przeszywającym wzroku wbitym w plecy, zostawali oni przywitani przez nowopowstałą grupę nieprzyjemnych osobników. Hazama nie był jedyną jednostką, która miała "przyjemność" zostać przez nich "przywitana".
Zaczęło się od stanięcia jednego osiłka w żołtym t-shircie i zwyczajnych jeansach przed młodym osobnikiem. Za nim jednak wyszły kolejne dwa potwory spod ciemnej gwiazdy, z mimiką twarzy jasno mówiącą o ich "fachu". Ten pierwszy, stojący na przeciw postanowił się uśmiechnąć szeroko, w nieukrywanym zadowoleniu, unosząc rękę ku chłopakowi.
- To ten, komórę dawaj i pieniądze, a może zachowasz buźkę, dzieciaku - powiedział chrypliwym, niskim głosem, pasującym do kogoś z tego typu podludzi żerujących na słabościach innych.
Wokół było pusto. Wszelakie krzyki wołania o pomoc zapewne spełzłyby na niczym, rozwścieczając tylko złodziejaszków.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Członek Komisji Dyscyplinarnej
avatar

#4PisanieTemat: Re: Skromny Shōtengai.   Sro Lip 12, 2017 12:41 am

Kaito wielokrotnie odwiedzał sklep, w którym kupował gry i doskonale znał do niego drogę. Właściwie to wystarczyło, że raz się tam znalazł by drogę odtworzyć z pamięci. Potrafił ją opisać z niebywałą dokładnością jeśli chodzi o detale. Począwszy od koloru witryn sklepowych, kończąc na ilości pieprzyków lub innych zmian dermatologicznych na twarzy sprzedawców. Mógłby nawet w pamięci wywołać obraz tego miejsca i przeliczyć sobie ile ludzi akurat wtedy było na ulicy. Warto jednak wspomnieć, że fotograficzna pamięć była również udręką w pewnych momentach. Chociażby wtedy gdy zobaczył coś naprawdę obrzydliwego i nie mógł tego zapomnieć. Tak się zdarzyło chociażby w przypadku jakiegoś bardzo paskudnego gifa, który kiedyś został ujrzany na reddicie. Komentarz został bardzo szybko usunięty przez administrację strony jednak widok… może lepiej tego nie opisywać, gdyż wtedy post podchodziłby pod 18+ i mogłoby to zniesmaczyć wszystkie czytające to osoby.
Wychowany praktycznie pod protekcją szkoły oraz rodziców niezbyt zdawał sobie sprawę z potencjalnych niebezpieczeństw jakie na niego czekały. Ulica rządziła się swoimi prawami, których szesnastolatek jeszcze nie znał i dzisiaj miał otrzymać swoją pierwszą, dosyć bolesną lekcję. Drogę zastąpił mu dosyć wysoki młodzieniec. Zdawałoby się, że chyba kiedyś mignął mu ktoś taki na terenie szkoły jednak jeśli go nie rozpoznawał to albo widział go z daleka albo po prostu nie był to nikt ze szkoły. Chociaż idealnie pasowałby do tej sportowej menażerii, którą jako członek komitetu dyscyplinarnego musiał dyscyplinować. Po pierwszej wypowiedzi był dosyć skonsternowany dlaczego tamci chcieli dokonać rozboju w biały dzień. Spojrzał na twarz osiłka, potem obrócił głowę w prawo oraz lewo zerkając na jego kolegów. W sumie widział takie sytuacje czasami w szkole i wtedy jako komitet dyscyplinarny musiał interweniować, jednak teraz był poza szkołą a oni raczej nie wyglądali na uczniów. Nie wiedział za bardzo co zrobić, gdyż nie mógł użyć na nich swojego daru. Nie w miejscu publicznym gdzie każdy by się dowiedział i naraziłoby to placówkę na szkody.
- M-mam tylko karty kredytowe – próbował łgać już nieco przestraszony zielonowłosy. W sumie karty są bezużyteczne jeśli nie zna się pinu, a wystarczy że dosyć szybko zadzwoni do placówki banku i ją zablokuje. To samo z telefonu, kwestia że nigdzie nie widział budki telefonicznej w tym rejonie, a drobnych pewnie również nie będzie miał. Odruchowo cofnął się krok w tył, jednak nadal drogę zamykali mu dwaj recydywiści z tyłu. Wtedy wpadł już w panikę jak zwierzę zaszczute i zamknięte w klatce, które było na tyle słabe że nie mogło stawić oporu. Musiał szybko coś wymyślić, jednak w głowie miał aktualnie pustkę i zerkał przestraszonym wzrokiem na swoich adwersarzy kolejno, aż przyszła mu do głowy desperacka myśl. Przyjął najbardziej przestraszoną minę na jaką go było stać i wskazał palcem w przestrzeń za osiłkiem.
- Yakuza! – wykrzyczał i od razu porwał się w bieg na prawo. Skoro nie mógł iść do przodu, w tył to zostało spróbować uciekać w prawą stronę chociaż pewnie go złapią. Nigdy nie był dobry z WF’u. Praktycznie postawił wszystko na jedną kartę, że faktycznie tamci się przestraszą wyimaginowanego członka yakuzy i da mu to może 3 sekundy na reakcje.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mechanik/Woźny/Złota Rączka
avatar
Skąd : Wielka Brytania

#5PisanieTemat: Re: Skromny Shōtengai.   Sro Lip 12, 2017 12:58 am

Osiłki nie wyglądali na zainteresowanych kartami kredytowymi. Wręcz przeciwnie, mimika twarzy uległa zmianie wraz pierwszą wypowiedzią chłopaka na nieco podirytowaną, jakby odpowiedź ta była co najmniej zła. Niestety lub stety, więcej powiedzieć nie zdołali przed nagłą ucieczką młodego z próbą stworzenia małej dywersji. Co gorsza, całkowicie błędnie założył że trójka bandziorów w jakikolwiek przychylniejszy sposób zareaguje na wzmiankę o rzekomej yakuzie. Wyglądało na to, że nie przejmowali się czymś, co raczej słynęło bardziej z legend i opowiadań aniżeli realnego świata. Dlatego też, nie ulegając przerażeniu, zareagowali o wiele szybciej niż można było to założyć, ruszając niemal momentalnie wraz z daniem nogi ze strony Hazamy. Koniec końców, wynik był niezwykle prosty. Zwłaszcza, że prawa droga na pozór długa, okazała się być ślepą uliczką odgrodzoną cienkim, dość niewidocznym wysokim płotem. Jeżeli młodzik nie miał zamiaru używać czegokolwiek, co pozwoliłoby mu nagle przyspieszyć, stać się niewidzialnym lub teleportować się z opresji, niestety był na straconej pozycji zaledwie po kilku sekundach.
Jeden z mężczyzn w czarnej koszulce i granatowych spodniach postarał się go dorwać, chcąc złapać za ramię w nieco brutalniejszy, bolesny sposób, dodając do tego w przypadku sukcesu przedsięwzięcia mocne przyciągnięcie do ściany. Na tyle spore, by zadało ono kilka siniaków na plecach poprzez zderzenie z ceglanym murem. O ile pierwszy warunek się spełnił i chłopaczyna nie szamotał się za bardzo, przybył drugi osiłek z niezadowolonym wyrazem twarzy, założonymi rękoma na siebie i przeszywającym, rozzłoszczonym wzrokiem wprost przed Hazamę. Pierwszy oczywiście starał się nie pozwolić na kolejne danie nogi chłopaczynie, dzierżąc jego ramię w żelaznym uścisku.
- Chyba szykuje się Tobie ostry wpierdol, wymoczku. Dawaj mi do kurwy nędzy pieniądze, albo twoja matka będzie zbierała ciebie z krawężnika, rozumiesz, tępaku? - wysyczał nienawistnie bandzior, zaciskając dłonie na swych ramionach w przepływie złości.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Członek Komisji Dyscyplinarnej
avatar

#6PisanieTemat: Re: Skromny Shōtengai.   Sro Lip 12, 2017 1:18 am

Plan ucieczki był dobry, jednak Hazama nie przewidział tej zmiennej w swoich obliczeniach jaką był stres. Pomylił się, źle przepisał znak i przez to całe równanie się sypało. Zapomniał, że tam była ślepa uliczka i nie miał jak dalej uciekać. Chociaż powodzenie dywersji oceniał całkiem wysoko, gdyż yakuzę znano w całej Japonii, aczkolwiek było to ogólne określenie na przestępczość. Wygodnie korzystali z niego policjanci próbując za wszelką cenę dorwać tych bossów, którzy w biały dzień chodzili sobie z ochroniarzami oraz w towarzystwie armii prawników wyciągających ich z każdego bagna. Kaito również nie zakładał swojego zwycięstwa w bezpośrednim starciu. Prościej mówiąc po prostu nie umiał się bić i jakoś nigdy tego nie robił. Nawet w przedszkolu po prostu kulił się i liczył, że dokuczające mu dzieciaki w końcu się znudzą. Tutaj to pewnie się nie sprawdzi, gdyż tamci mieli jasno wytyczone cele. Proste, aczkolwiek jasne i chodziło im tylko o pieniądze. No i obicie twarzy młodzieńca w celu podbudowania swojej samooceny. Dlaczego się nie posłuchał taty i nie zapisał na jakiś kurs samoobrony? A tak, teraz pamięta dlaczego – musiałby przebywać z drugim człowiekiem i wykonywać jego polecenia oraz męczyć się. Najwidoczniej teraz błędy młodości miały się na nim odbić.
W zaułku go dorwali. Pisnął niskim głosikiem kiedy go złapał mężczyzna w czarnej koszulce. Zielonowłosy nie miał zbyt wielkiego pola do popisu jeśli chodzi o wyrywanie się. Skończyłoby się na tym, że porwałby bluzę i jeszcze bardziej ich rozzłościł. Dopiero uderzenie o ścianę lekko go zamroczyło i sprawiło, że jego czapka spadła z głowy. Chłopak jęknął czując ból oraz niedźwiedzi uścisk jednego z oprawców. Jego ulubiona czapka za to wpadła wprost do kałuży i powoli traciła swoją śnieżnobiałą barwę.
- A-a-le ja naprawdę mam tylko karty – odpisnął przerażony zielonowłosy. Mógłby wyjść z tej sytuacji, mógłby użyć mocy i przestraszyć ich, jednak nie mógł tego zrobić. Byłby dokładnie taki sam jak oni, a na dodatek nie potrafił tego kontrolować aż tak dobrze by mieć pewność, że nic im się nie stanie. Pozostało mu się tylko modlić, że nie będą go bili tak mocno i trwałe ślady nie zostaną na twarzy. Trzeba było tylko spuścić głowę i spod grzywki patrzeć skąd nadchodzi cios, by potem przyjąć go albo na policzek albo bok głowy. Będzie bolało, ale najpewniej nic mu nie połamią, a zwłaszcza nosa. Musiał też zacisnąć zęby by nie przygryźć sobie języka, a nogi skrzyżować by nie oberwać między nie. W głowie błagał o ratunek, a jego pewności siebie ani widu ani słychy. Cóż miał przy sobie? Komórkę, konsolkę no i portfel z kartami i legitymacją. Do tego jeszcze w plecaku zeszyt wraz z czymś do pisania. Nic innego nie miał, gdyż godność już stracił. Pozostały mu tylko ubrania oraz strach, że tamci go zabiją. Wolałby tego ostatniego uniknąć, ale jeśli będą bić i kopać to zostanie tylko się skulić by nie obrywać za mocno.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mechanik/Woźny/Złota Rączka
avatar
Skąd : Wielka Brytania

#7PisanieTemat: Re: Skromny Shōtengai.   Sro Lip 12, 2017 10:31 am

Jak już wcześniej atmosfera była napięta do granic możliwości na tyle, by móc wręcz w niej ciąć nożem, tak odpowiedź posiadania tylko kart kredytowych podwoiła nieprzyjemną zaduchę panującą wokół. A to za sprawą nieprzychylnych, bardziej nastawionych do bitki spojrzeń ze strony tutejszych trzech osiłkowatych mężczyzn o rysach twarzy zgodnych z wykonywanym fachem.
- Ale mnie wkurwiasz... - skinął żółty do najbardziej oddalonego oprycha. - Patrz czy nikt nie idzie - po tym zbliżył się do Hazamy i potwora w czarnym. - Obyś miał racje... Trzymaj tego kretyna mocno - wydał kolejne polecenie, postanawiając sprawdzić zawartość noszoną przy sobie, począwszy od plecaku, kończąc na kieszeniach, wyciągając wszystko co wpadło mu rączki o ile Hazama nie szarpał się by im to udaremnić [jeżeli będzie chciał się szarpać, zostanie wymierzone w jego brzuch uderzenie]. I jeśli wszystko przebiegło wedle pomysłu bandziorów nie będąc zmuszonymi do użycia większej siły na jego chuchrowatym ciele, ich ciekawość spadła na konsole i komórkę. Ten, który najwięcej gadał, a który przyodziewał żółć na sobie, uśmiechnął się pod nosem niecnie i odłożył przedmioty gdzieś na boku, wyglądając na chętnego zabawy z samym nieszczęśnikiem. Zacisnął dłonie w pięści, które wydały charakterystyczny dźwięk strzelenia kośćmi.
- Naprawdę tylko karty, sukinsynu? Obyś miał na nich niezłą sumkę na korekcje twarzy... - i wraz z tymi słowami, pierwszy prawy sierpowy ruszył w stronę twarzy chłopaka, a dokładniej w okolice polika o ile ten nie wykona jakiegoś uniku. Uderzenie byłoby na tyle potężne, by mógł na chwile stracić równowagę, będąc jednak na tyle mocno trzymany aby się nie przewrócić.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Członek Komisji Dyscyplinarnej
avatar

#8PisanieTemat: Re: Skromny Shōtengai.   Sro Lip 12, 2017 4:12 pm

Sytuacja pogarszała się z minuty na minutę, a bandziory zaczęły tracić krew. Zresztą Hazama pewnie niebawem też jej trochę straci. Nie widział jednak, by którykolwiek z tamtych wyciągnął nóż więc optymistycznie założył, że skończy się jedynie na pobiciu. Byleby nie tłukli po zdrowym oku, które ma tylko jedno. Nie dość, że będzie obolały to jeszcze tymczasowo ślepy, w końcu szklane oko nie zapewniało wizji a jedynie efekt wizualny. Gdyby chodził z przepaską na oku jak pirat lub ze stale otwartą dziurą w oczodole mogłoby to wyglądać naprawdę odpychająco i niesmacznie. Chociaż… zawsze chciał przymierzyć taką opaskę pirata.
Przeszukując go złodziej mógł natknąć się na dosyć cieniutki portfel, który faktycznie był na same karty ale również na telefon, do którego była przyklejona naklejka pozwalająca płacić zbliżeniowo. Było to całkiem praktyczne rozwiązanie, a telefon miał specjalną obudowę która uniemożliwiała kradzież poprzez zwyczajnie przesunięcie skanerem obok telefonu. Żeby zapłacić wystarczyło odsunąć klapkę i sygnał przechodził, a tę metodę Kaito zastosował jeszcze przed tym wielkim bum na kradzieże dokonywane w ten sposób. Część banków z tego powodu wycofała tę usługę, a potem wprowadzono ten limit że powyżej pewnej kwoty trzeba było wpisywać pin. O tyle przy kartach nie przejął się zbytnio i przy komórce, to kiedy tamten dobrał się do konsoli chłopak szarpnął się. Obrywając przy tym w brzuch i uginając się w pół na tyle na ile było to możliwe. Czuł jak zawartość żołądka podchodzi mu do gardła, a w płucach brakuje tchu. Z ust wydobył się tylko przeciągły jęk chłopaka oraz desperackie próby złapania powietrza. Słysząc rozgniewanie bandyty pozostało mu jedynie jak najlepiej przyjąć cios. To znaczy jak najmniej boleśnie, gdyż o uniku w takiej pozycji nie było zbytnio mowy. Nie miał żadnej możliwości zrobienia tego gdy go trzymano. W głowie zrodził mu się jednak pewien plan, który może zadziałać. Podczas uderzenia wytężył całe swoje siły by nie zamknąć oka, w którym tkwiła szklana atrapa. Musiał również przeliczyć kąt z jakim odbije się proteza, tak by upadła tuż obok. Jeśli dla innych uczniów brak oka mógł wydawać się szkaradny to może też tych opryszków to przestraszy. Zwłaszcza, że istniała mała szansa by jakiejkolwiek z ich ofiar coś odpadło w trakcie uderzenia.
Cios był bardzo bolesny, a Kaito stracił na moment równowagę. Liczył na to, że jego plan się udał i oko wylądowało pod nogami uderzającego go bandziora. Pozostało tylko spojrzeć mu w oczy z pustym oczodołem. Zielonowłosy był już bardzo spanikowany, więc nie musiał zbytnio odgrywać ani wykazać się umiejętnościami aktorskimi. Jeśli rzecz jasna się udało i oko faktycznie wypadło od otrzymanego ciosu. Wtedy pozostało tylko zacząć krzyczeć z bólu, udając że niby to wina tego okładającego.
- Wybiłeś mi oko kretynie! – wrzasnął. Kanaliki łzowe nadal były sprawne więc wystarczyło przestać powstrzymywać się przed rozpłakaniem z bólu.
Jeśli zaś sztuczka nie wyszła to pozostało uzbroić się w cierpliwość i... modlić się o to, by szybko znudziła im się ta zabawa. Zaciskać zęby, napinać mięśnie by jak najmniej bolało. Kulić się w sobie i jęczeć z otrzymywanego bólu. Hazama nigdy nie był zbyt bojową osobą. Nie korzystał z mocy przeciwko zwykłym ludziom, gdyż z wielką mocą idzie wielka odpowiedzialność.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mechanik/Woźny/Złota Rączka
avatar
Skąd : Wielka Brytania

#9PisanieTemat: Re: Skromny Shōtengai.   Sro Lip 12, 2017 7:21 pm

Jeżeli sądził, że osiłki stracą nim zainteresowanie tylko poprzez ukazanie pustego oczodołu, to niestety ale Hazama pomylił się we swej analizie. Fakt faktem, ten który wcześniej dał mu kuksańca w brzuch oraz twarz, czyli żółto-t-shirtowiec odskoczył na widok wylatującego, szklanego oka z wyrytym przerażeniem na twarzy. Niestety ten, którzy utrzymywał go w ryzach w stalowym uścisku zachował o wiele więcej zimnej krwi, zaciskając mocniej dłonie na biednych ramionach co by chłopak nie wyrżnął na twarz. Opanował się, ukazując jedynie szczyptę zaskoczenia tym faktem. A i zwieńczenie krzykiem nie zmieniło nastawienia kolesia w czarnym, który spojrzał z ukosa na kogoś, kogo można byłoby w tej chwili określić dowódcą.
- To tylko atrapa. Schowaj błyskotki i mu przyjeb za krzyk - powiedział do żółtego, który tylko dzięki "czarnemu" Japończykowi odzyskiwał odwagę do dalszego plądrowania słabszych.
Podczas tej skromnej zabawy mężczyzn z chłopakiem, Hazama mógł zauważyć jak parę ludzi przechodziło obok po ulicy, zatrzymując się tylko po to by rzucić krótkie spojrzenie i pognać przed siebie. Nikt się nie zatrzymywał nawet widząc tę nieciekawą sytuacje. Zero pomocy, totalna, ludzka ignorancja na ludzkie cierpienie. Wyglądało na to, że nie ma nadziei dla biednego Hazamy, który straci nie tylko konsole do gier, ale i możliwe że kilka zębów. Lada moment wyleciało kolejne uderzenie na twarz chłopaka, w okolice szczęki i jeśli nie zrobi uniku, będzie to zapewne niezwykle bolesne doświadczenie.
Ktoś zatrzymał się w oddali na szarawym skuterze, udekorowany w czarnym kasku i skórzanego kombinezonu pasującego bardziej na motor aniżeli takiego "rzęcha". Osoba ta mogła przykuć uwagę przez jej dość długie stanie i wgapianie się w postać pilnującego przejścia osiłka. Zszedł on, a właściwie ona gdyż kilka obiektów na klatce piersiowej miała, kierując się powoli i leniwie w stronę pierwszej osoby.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Członek Komisji Dyscyplinarnej
avatar

#10PisanieTemat: Re: Skromny Shōtengai.   Sro Lip 12, 2017 7:54 pm

Żałował, oj bardzo żałował, że nie wziął sobie bardziej do serca słów Pani Woźnej, z którą rozmawiał jeszcze dwa wieczory temu. Ludzi nie można mierzyć jedną, stałą zmienną, chociaż to też nie do końca prawda. Przez moment pojawiła się u niego iskierka nadziei patrząc po tym, że jeden z napastników się przestraszył ale drugi był znacznie inteligentniejszy lub po prostu nie przywiązywał wagi do tego typu rzeczy. Młody mógł teraz wydedukować w jak wielkich kłopotach przyszło mu się znaleźć. Tamten pewnie był z tych recydywistów, którzy szlachtują staruszki na dzień dobry i zjadają takich bogu ducha winnych 16 latków jak Kaito.
Poza obecną sytuacją chłopak dostrzegł również coś jeszcze. Bycie po drugiej stronie, gdy nie można uciec a społeczeństwo patrzy obojętnie na krzywdy. Przechodziła tutaj masa ludzi i pewnie ktoś mógłby zadzwonić po policję lub nawet samemu pomóc. Tylko po co? Bo tak było bezpieczniej? Nie różniło się to od sytuacji, które miały miejsce w szkole gdy na korytarzu kogoś gnębiono. Uczniowie po prostu przechodzili i nawet nie kłopotali się zgłoszeniem tego do komitetu dyscyplinarnego, by zajęli się sprawą. No tak, w końcu ludzie wszędzie działają tak samo. Ignorancja jest stałą zmienną, która zawsze będzie egzystować, a znieczulica przestaje istnieć dopiero w momencie, gdy takiej osobie stanie się krzywda. Hazama zaczął wątpić czy warto być dobrym człowiekiem. Nic się z tego nie miało, odczuwał tylko ból, a gdy przychodziło co do czego to nikt komu pomógł nie szedł za nim. Świat to nie bajka, ani również film o superbohaterach gdzie ludzie staną za herosem murem kiedy ten będzie leżał na deskach. Zielonowłosy jeszcze walczył, jednak stopniowo coraz bardziej chciał zmasakrować tych opryszków przy pomocy swojego chowańca. Przyzwać go i kazać mu ich usmażyć niczym indyka na święto dziękczynienia. Co go jednak powstrzymywało przed tym? Moralność, na której pojawiały się pęknięcia niczym na lodowej tafli jeziora. Skupiał się teraz na swoich oprawcach, więc nie mógł dostrzec że ktoś się zatrzymuje. Chcieli go uderzyć w szczękę dlatego w ostatnim odruchu desperacji spróbował odsunąć głowę i wgryźć się w nadgarstek oprawcy z całej siły. Dopiero teraz poczuł, że po poprzednich ciosach ma rozcięte wargi na bokach oraz liczne otarcia na policzkach. Pozostało mu tylko mocno zaciskać zęby oraz zamknąć oczy mając nadzieję, że przegryzie się jak najdalej a tamci nie wpadną na pomysł by wyciągnąć noże lub jakąś broń. Jaka była szansa, że w ten sposób zarazi się chorobą przenoszoną przez krew? Zapytajmy lepiej jaka jest szansa, że wyjdzie z tego wszystkiego żywy by martwić się takimi szczegółami.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mechanik/Woźny/Złota Rączka
avatar
Skąd : Wielka Brytania

#11PisanieTemat: Re: Skromny Shōtengai.   Sro Lip 12, 2017 8:33 pm

Co prawda ugryźć ugryzł. Oprych zaniósł się krzykiem pełnym bólu. Jednak jeśli Hazama sądził, że pozostanie on obojętny to grubo się mylił. Zwłaszcza, że posiadał on coś, czego chłopak nie posiadał, a czym było "doświadczenie". Mężczyzna był przy ścianie z uwięzionym nadgarstkiem. Ceglanej, mocnej barierze, z którą zderzenie bolało, o czym mógł się przekonać na samym początku. Nie było lepszego sposobu zatem, aby nie wykorzystać niej po raz kolejny i fakt uścisku na nadgarstku, postanawiając kilka razy naprzeć nią wprost na makówkę chłopaka z impetem. Skutek prosty - wyrżnięcie tyłem łba w mur, co mogłoby się równać z uderzeniem cegłówki czy młotka. Jeśli chciał zachować w ustach jego nadgarstek i jak najdotkliwiej wgryźć się pod skórę, musiał wytrzymać jego wierzgającą rękę, która starała się rozłupać czaszkę Kazamy o mur. Czarny również nie został obojętny, chcąc dodać coś od siebie, a czym był kolejny wymierzony cios wprost w jego brzuch, mający za zadanie uratowanie "kolegi po fachu" z opresji.
Po chwili rozszedł się dźwięk uderzeń, a zaraz z nim upadek jakiegoś ciężkiego obiektu o ziemię z niewielkiej wysokości. Aż koleś w czarnym powiódł tam wzrokiem, postanawiając wypuścić malca dając go w opiece tego żółtego. Jako, że Hazama miał początkowo zamknięte oczy, nie mógł zobaczyć przyczyny upadku osiłka pilnującego uliczki, na którego miejscu stała kobieta. Założyła ona ręce na biodrach, czekając na ruch ze strony przeciwnika.
- Nie wiedziałem, że był aż taką ciotą by dać się sprać kobiecie... Heh, będzie to łatwe zadanie. Pilnuj szczawia, ja się nią zajmę - po tych słowach koles w czarnym t-shircie ruszył powoli w stronę kobiety, która ani myślała o tym by się odezwać, podczas gdy uprzedni jej przeciwnik zwijał się z bólu nie mogąc nic z siebie wykrztusić.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Członek Komisji Dyscyplinarnej
avatar

#12PisanieTemat: Re: Skromny Shōtengai.   Sro Lip 12, 2017 8:53 pm

Hazama nie był żadnym wojownikiem ulicznym, ani też superherosem cechującym się nadludzkimi atrybutami. Mógł jedynie gryźć, szarpać się oraz kopać, ale nigdy nie umiał wyprowadzić sprawnego i solidnego uderzenia. Ugryzł mężczyznę dosyć mocno i trzymał przez jakiś czas szczęki na nadgarstku oprawcy, jednak ten stan utrzymał się do czasu pierwszego uderzenia w brzuch, a potem głową w mur. Zaszumiało mu w głowie oraz poczuł coś ciepłego ściekającego po jego zielonych włosach. Czuł, że siły go opuszczają ale nadal był przytomny. Na swoje szczęście lub nieszczęście można rzecz. Oczywiście wraz z tym stanem również jego zgryz się rozluźnił i bandzior dał radę wyciągnąć rękę.
Dźwięk uderzeń był dla niego niczym szum radiowy. Niezrozumiały dźwięk, który jego mózg próbował przeanalizować. Był teraz na tyle obity, że nie miał siły myśleć, a nogi już się poddały. Jedynie przytrzymywanie przez jednego z gangsterów sprawiło, że jeszcze nie opadł na ziemię, twarzą prosto w błoto. Nie widział co się działo wcześniej, ale teraz zauważył jednego z napastników leżącego na ziemi oraz jakąś sylwetkę. Próbował wytężyć wzrok, jednak od uderzeń obraz mu się rozmywał. Może miał wstrząśnienie? Wszystko docierało do niego jak przez mgłę, jakby nagle ktoś założył mu słuchawki na uszy, a oczy przysłonił bardzo niewyraźnymi soczewkami. Zwiesił głowę i wypluł krew, która zgromadziła mu się w ustach. Spowodowana rozcięciem wargi o jego własne zęby. Czuł teraz ten jej metaliczny smak… a może był to smak krwi tego opryszka, w którego się wgryzł? Może już umarł i tak wyglądały ostatnie chwile człowieka, a sama ta sytuacja była jedynie wizją wywołaną przez obumierający mózg? Jeśli tak to znaczy, że nigdy nie było światełka w tunelu, o którym wszyscy mówią.
Nie miał nawet siły, by wyszarpać się ostatniemu z łobuzów, a nawet jeśli by się wyszarpał to byłby w naprawdę niekorzystnej pozycji. Chwile od zemdlenia od uderzeń w głowę, a jeszcze dodatkowo kręciło mu się i najwyraźniej zawartość żołądka planowała ucieczkę w wielkim stylu. Kim jednak był anioł, który po niego przybył? Z początku chciał krzyczeć żeby uciekała choć w głębi duszy pragnął być uratowanym. Taka była cecha tego słabego dzieciaka.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mechanik/Woźny/Złota Rączka
avatar
Skąd : Wielka Brytania

#13PisanieTemat: Re: Skromny Shōtengai.   Sro Lip 12, 2017 9:18 pm

Czarny rozpoczął swój atak, chcąc złapać tutejszą kobietę za szyje. Niestety lub stety, próba ta nie powiodła się, gdyż motocyklista wykonał szybki, zwinny, wręcz naturalny zwód w bok, dając ujść jego dłoni nad swoją głową. Wtem nastąpił kontratak, którym było wymierzenie dość mocnego lewego prostego wprost w splot słoneczny bandziora. Nim ten mógł w porę uniknąć, musiał już zamartwiać się o swój odcięty dopływ tlenu na parę chwil. Przymroczony, został jeszcze szybko zaatakowany w jabłko adama, szyję ze strony której była tętnica, a zaraz po tym kobieta przycedziła mu solidnego kopa między nogi. Nie miał czasu na atak, będąc też zbyt wolny do ochronienia się przed szybkim, mocnym gradem ciosów, wymierzonych w precyzyjne miejsca mające na celu szybkie unieszkodliwienie ofiary. Ostatecznie dostał pięścią w potylice, co wykluczyło go z gry na parę chwil. Kobieta ta zaczęła iść w stronę żółtego, który pod naporem budującej się, gęstej atmosfery, spowodowanej pokonaniem dwóch osiłków, ruszył on z desperacją na nią. Jednakże podczas biegu wyciągnął on ze swej kieszeni coś co najmniej niebezpiecznego, a czym był sprężynowiec z grawerunkiem czaszki.
Po uliczce rozszedł się kolejny dźwięk upadającego ciała, i nie było to truchło kobiety, a atakujący ją facet który przeleciał wprost nad kobietą, spadając boleśnie na swoje plecy. Obok niego poleciała broń w postaci noża, a zaraz doszło do kolejnych nieprzyjemnych dźwięków bliskich krzyków agonalnych, do których można było dodać ohydny odgłos łamania kości.
Puszczając wolno tegoż mężczyznę, zrobiła kilka kroków przed siebie, odkopując nóż w bok. Zbliżała się do Hazamy, podciągając szybkę swojego kasku do góry, ukazując tym samym kawałek swojej twarzy. Niezapomniane spojrzenie szmaragdów i lekko wystającej grzywki powinny dać do zrozumienia kim ona była, o ile chłopak nie padł nieprzytomny.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Członek Komisji Dyscyplinarnej
avatar

#14PisanieTemat: Re: Skromny Shōtengai.   Sro Lip 12, 2017 10:37 pm

Wszystko działo się bardzo szybko z perspektywy Kaito, który był już wymęczony i otępiały przez zadany ból. Wzrok z każdą chwilą odpoczynku wyostrzał mu się nieznacznie przez co mógł dostrzec osóbkę oraz to, że nosiła kask. Czyżby wśród ludzi znalazła się dzielna kurierka, która postanowiła zrobić coś z niesprawiedliwością jaka miała tu miejsce? Chłopak może i miałby szansę poradzić sobie samemu gdyby napastnik był jeden, a nie trzech. Kobieta natomiast radziła sobie całkiem nieźle chociaż szli na nią pojedynczo, jeden za drugim bandziory padały niczym muchy. Mężczyzna zasłaniał mu ten grad ciosów, aczkolwiek sam Hazama mógł wyczuć, że trzymający go przestępca najwyraźniej tracił zimną krew. Przez moment poczuł się jak w tych mangach o sztukach walki jak The Breaker, gdzie ucznia z opresji uratował mistrz sztuk walki, jego nauczyciel ze szkoły. Nie skończył czytać tej serii, gdyż kreska mu się nie podobała, ale sama koncepcja sztuk walki w mangach zawsze była ciekawa. Nieco przerysowana względem ruchów oraz możliwości, aczkolwiek czy mógł na ten temat wypowiadać się chłopiec mogący powołać do życia wytwór wyobraźni? Czyż nie byłoby hipokryzją stwierdzenie, że bieganie po ścianach jest niemożliwe gdy samemu można kontrolować wiatr?
W końcu został puszczony przez opryszka, który ruszył na odsiecz swoim kolegom. Do trzech razy sztuka czyż nie? Hazama upadł na kolana i oparł się rękoma, by nie paść obolałą twarzą na ziemię. Dłonią wymacał sztuczne oko, które powinno być tu gdzieś w pobliżu i schował je sobie do kieszeni bluzy. Nie będzie wkładał sobie do oka czegoś co jest pełne bakterii oraz po prostu brudne. Odkazi to w domu o ile będzie miał siłę do niego dojść, a tymczasem mógł przyjrzeć się jak zgrabnie jego napastnik został przerzucony oraz rozbrojony w ułamku sekundy. Szkoda, że miał fotograficzną pamięć, a nie mięśnie które mogły wyuczyć się od razu każdego ruchu. Coś za coś, jednak czasami i pamięć może się przydać przy nauce takich wygibasów, zaś sam Kaito chyba to rozważy po dzisiejszym dniu. Skrzywił się nieco słysząc dźwięk łamanych kości, a raczej pękających stawów. Było to obrzydliwe, niezależnie czy ktoś strzelał sobie z kostek czy też miał łamaną rękę. Tym razem nie wytrzymał i po prostu zwymiotował pozbywając się zawartości żołądka, która od jakiegoś czasu pragnęła uciec. W końcu się udało. Usta przetarł rękawem, na którym zostały czerwone ślady, a następnie spojrzał się w stronę kobiety. Był jeszcze przytomny, ale oddychał ciężko, a po chwili położył się na boku. Odsuwając się nieco od kałuży, którą przed chwilą zrobił i skulony obejmował swój brzuch, w który oberwał kilkakrotnie.
- Dz-dziękuję – wyszeptał i zerknął w stronę podniesionej szybki kasku. Rozpoznawał te oczy, które wcześniej patrzyły na niego chłodno oraz ten kolor włosów, który był dosyć znajomy. Są różne odcienie kolorów i wiele z nich Hazama mógł odróżnić oraz podać ich kod w BBCode. Odetchnął jeszcze chwilę, ziemia była tak przyjemnie chłodna i łagodziła ból jego poobijanego ciała. Na głowie miał rozcięcie, które szkarłatem splamiło jego zielone włosy, a głowa nadal go bolała. Przekręcił się na brzuch i spróbował podnieść z ziemi. Opierając się o jeden ze śmietników, Kaito wstał i wzrokiem zaczął szukać swojej torby oraz czapki, zerkając jeszcze na leżących bandziorów, a potem na swoją wybawicielkę.
- Bardzo Pani dziękuję – powiedział przymykając oko, w którym brakowało gałki ocznej i teraz w sumie mogła to dostrzec łącząc fakty dlaczego miał inne kolory tęczówek.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mechanik/Woźny/Złota Rączka
avatar
Skąd : Wielka Brytania

#15PisanieTemat: Re: Skromny Shōtengai.   Sro Lip 12, 2017 11:12 pm

Nim kobieta spuściła gardę, spojrzała za siebie i przetrzepała oprychów swoim niebezpiecznym wzrokiem jasno mówiącym, że żarty się skończyły. Bandziorzy jednogłośnie stwierdzając, że ucieczka w tej chwili jest ważniejsza od łupu, wzięli szybko nogi za pas i ruszyli ku ulicy handlowej, cucąc jednego z nieprzytomnych i znikając za rogiem. Dopiero po tym Asilis postanowiła zbliżyć się jeszcze bardziej do chłopaka, starając się go wspomóc do przyjęcia pionowej pozycji, uważając na kałuże pełną nie tylko wody, ale i prawdopodobnie już rzygowin biedaczyska.
- Wszystko w porządku, Kaito? Możesz chodzić? - zapytała spokojnie, z szczyptą troski, która nadała jej barwie nieco przyjemniejszego akcentu. - I masz bandaże u siebie w akademiku? - dodała, czekając na odpowiedź na pierwsze pytanie. Jeśli mógł to skinęła w jego stronę i kazała za sobą iść, a jeśli nie to wspomogła go w marszu przerzucając jego ramię przez swoją szyję, kierując się w stronę swojego wehikułu czasu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Członek Komisji Dyscyplinarnej
avatar

#16PisanieTemat: Re: Skromny Shōtengai.   Sro Lip 12, 2017 11:49 pm

Kaito przy lekkiej asyście Asilis postawił się w końcu do pionu. Przez moment trzymał się za głowę czując pulsujący ból oraz jej zawroty. Niemrawo pokiwał głową, że wszystko w porządku. Zdawał sobie sprawę, że nie jest dobrze jednak był to typowo ludzki odruch, który miał każdy z ludzi. Zlokalizował w końcu swoją torbę oraz rzeczy, które pozostawili po sobie bandyci i chwiejnym krokiem stopniowo podchodził do każdego z przedmiotu ładując go do torby. Na drugie pytanie pokręcił przecząco głową, gdyż takich rzeczy raczej nie trzymali w pokojach, a bardziej w gabinecie pielęgniarki. Zresztą Kaito tam był częstym gościem i znał rozkład pomieszczenia na pamięć. Widział gdzie co leżało oraz z jakich szafek pielęgniarka wyciągała określone medykamenty.
Idąc za woźną Hazama spojrzał na zabrudzoną od kałuży błota czapkę. Straciła swoją biel i raczej się nie dopierze, jednak on sam wyglądał teraz jak siedem nieszczęść. Bez oka, poturbowany z miejscami rozdartą bluzą oraz obdartymi kolanami jak się okazało. Na dodatek jeszcze twarz miał poobijaną przez tych bandziorów. Teraz z przerzuconą przez ramię plecakiem musiał doczłapać się do pojazdu Woźnej, albo raczej kierunku w którym tamta szła.
- Boli mnie… głowa… Chciałbym się… położyć – wymamrotał markotny i blady zielonowłosy, który podążał za Woźną. W pewnym momencie przewrócił się i od tamtej chwili postanowił przyjąć pomoc w formie podparcia. Obraz ulicy coraz bardziej mu się rozmywał, a gdy został posadzony na wehikule pociemniało mu w oczach i pochylił się do przodu tracąc przytomność.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mechanik/Woźny/Złota Rączka
avatar
Skąd : Wielka Brytania

#17PisanieTemat: Re: Skromny Shōtengai.   Czw Lip 13, 2017 12:33 am

Nie słysząc odpowiedzi na swoje pytanie, jak i zauważając pogarszający się stan z sekundy na sekundę, szybko podjęła decyzję o celu swej podróży. Jednakże nim zdążyła w ogóle ruszyć, musiała zająć się nieprzytomnym już Kaito, którego dla bezpieczeństwa przywiązała pasami do siebie, co by bidulek nie spadł, lada moment ruszając na pełnym gazie.

[ z/t Asilis i Kaito ]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


#18PisanieTemat: Re: Skromny Shōtengai.   

Powrót do góry Go down
 
Skromny Shōtengai.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Gensou Koukou :: 

Miasto

 :: Centrum Jokohamy
-